wtorek, 12 czerwca 2012

anywhere you wander anywhere you go


Często próbuję się wymienić z kimś na mojego psa. Ostatnio próbowałam wymienić się na Lolę, która wyglądała na psa idealnego. Galanty pies, że nie trzeba się schylać, żeby pogłaskać. I że nie próbuje Ci odgryźć ręki jak ją zbliżasz na za bliski dystans. I takie takie, no psi ideał. Koniec konców, transakcja nie została sfinalizowana, bo pomimo tylu cudownych psów i nawet kilku kotów zawsze zostaję przy swoim skurczybyku.


Cezar nie jest najlepszym psem świata. Jest daleki od bycia sympatycznym. Konkursu piękności też by nie wygrał. Zostały mu trzy zęby na krzyż i krępa budowa ciała. I jak to mówi mój dziadek Marian, małe to złe, bo ma serce blisko dupy. Wszyscy moi znajomi go nienawidzą. I niestety mają swoje powody. Cezar nie słucha się, kąsą i terroryzuje gości.


Ale jakby nie było jest moją Perełeczką. Zdecydowanie nie taką jaką mogłabym sobie wymarzyć, bo nigdy nie marzyłam o psie, który nie przepada za głaskaniem, nie pilnuje się mnie i który szczerzy na mnie resztki swoich kłów i który stale ginie. Ale apropos ginięcia usłyszałam od opiekunki Loli taką oto prawdę życiowo: Na psy się nie czeka, same wracajo. Złotymi zgłoskami sobie to odnotuję.


Pierwszy raz nie wróciłeś na noc w straszną zimę, kiedy na dworze szalała zamieć i panował trzaskający mróz. Myślałam, że oszaleje ze zmartwienia. Nie mogłam spać całą noc. Widziałam Cię pod kołami wszystkich samochodów i pod każdym tramwajem przecinającym ośnieżony Poznań. Widziałam też jak zamarzasz w tą gwieździstą noc. Rano postawiłam na nogi pół miasta. Cały internet i pół rzeczywistości wiedziało, że Cię nie ma. Okoliczne słupy zapełniły się Twoją podobizną, mimo, że nadal śnieg walił jak na jakiejś Kamczatce. Ja wydzwaniałam po schroniskach, jeździłam po mieście, kazałam wszystkim mieć oczy szeroko otwarte i zrywałam się na każdy dźwięk, który przypominał drapanie w drzwi. A wszystko to było na próżno. Bo mogłeś być wszędzie, a ja byłam tylko w jednym miejscu. Ale że przecież ty znasz to miejsce i wiesz jak wrócić. No i wróciłeś. Czekało na ciebie twoje posłanie obok pieca, ale i tak śnieżno-błotnymi łapami wgramoliłeś się na moje wyro.